27 grudnia


Św. Jan, Apostoł i Ewangelista


Święty Jan nigdy nie zapomniał dnia, w którym poszedł za Chrystusem razem z Andrzejem, choċ z pewnym wahaniem. Było to nad brzegiem Jordanu, gdzie usły­szał zaproszenie Mistrza: „«chodźcie, a zobaczycie». Poszli i zobaczyli gdzie mie­szka, i tego dnia pozostali u Niego”. Zapamiętał nawet godzinę, w której miało to miejsce, a mianowicie: „było to około dziesiątej” (J 1,39). Według naszej rachuby czasu o czwartej po południu.

Jan poszedł za Mistrzem z Nazaretu, ponieważ – pod wpływem Jana Chrzciciela – zobaczył w Nim wyczekiwa­ne­go Mesjasza. Długo jeszcze po ziemsku marzył o króle­stwie mesjańskim, chociaż codziennie słuchał słów Mistrza o budowaniu królestwa Bożego. Nawet już niedługo przed krwawą Ofiarą Chrystusa na Golgocie spierał się jeszcze o miejsce w królestwie Chrystusa (Mt 20,21; Mk 10,37). Mimo to Ewangelia, którą napisał jest najbogatszą w myśli. Przez trzy lata wędrówki z Mistrzem, Jezusem Chrystusem, lepiej zrozumiał Pana niż pozostali apostołowie. Nic więc dziwnego, że razem z Piotrem i Jakubem, Jan został wyró­żniony przez Chrystusa i należał do trzech Jego zaufanych uczniów. Byli oni świadkami szczególnego wywyższenia Zbawiciela na Górze Tabor (Mt 17,2; Mk 9, 2) i Jego najgłębszego poniżenia w Get­semani (Mt 26, 37; Mk 14,33–34; Łk 22,39–46). On w czasie Ostatniej Wieczerzy mógł spocząċ na Sercu Jezusowym. Pod względem miłości, nawet Piotr ustępował Janowi.

Jan zasłużył sobie na tą szczególna, miłośċ Chrystusa wierną służbą pełną odda­nia. Swojego Mistrza stawiał ponad wszystko. Gniew go zawsze ogarniał, gdy wi­dział Chrystusa cierpiącego czy pogardzanego. Najchętniej wkroczyłby wtedy z wio­słem w Jego obronie. Ognia życzył Samarytanom, gdy odmówili schronienia jego Panu, udającemu się. do Jerozolimy (Łk 9, 51–55). Gdy zobaczył, że ktoś obcy, nie należący do grona uczniów, ma odwagą w imię Jezusa wyrzucaċ z ludzi szatana, zabronił mu tego, za co Zbawiciel łagodnie go zganił: „kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami” (Mk 9,38–40). Takiego właśnie rybaka, Jana z Kafarnaum, Duch Święty przemieniał z ucznia na apostoła; otwierał mu oczy i umysł na działanie Chry­stusa i na całe Jego nauczanie.

Jan Apostoł i Ewangelista był człowiekiem dzielnym, wielkodusznym i bezinte­re­sownym. Odpowiedział radosnym „tak”, gdy Jezus zapytał go i jego brata Jakuba: „Czy możecie piċ kielich, który ja mam piċ?” (Mt 20,22; Mk 10,38–39). Także Jakub odpowiedział wtedy swoja „tak”, nie zdając sobie bardzo sprawy z tego co mówi. Gdy nadeszła bowiem godzina okazania tego w czynie, załamali się obaj, razem z innymi uczniami Pana. Jan przestraszył się gniewu wzburzonego tłumu, jak również samego wzroku Mażą Boleści, i schował się. Nie chciał także słyszeċ krzyku: „ukrzyżuj go”. Piotr nawet wcześniej wyparł się Pana. Znikła jakoś siła i pewnośċ siebie tych prostych ludzi natury.

Jednakże spośród przestraszonych apostołów, Jan odnalazł się pierwszy i on je­den poszedł za umiłowanym Mistrzem aż pod krzyż. Nie zważał przy tym na groźby Żydów, na przerażający widok cierpiącego Zbawiciela na krzyżu. Nie mógł Go opu­ściċ. Ten ostatni czyn miłości jest wspaniałym świadectwem jego wierności. Zbawi­ciel wyróżnił go za to. Ze słowami pożegnania: patrz „oto Matka twoja” (J 19,27) oddał mu pod opiekę. Swoją Niepokalaną Matką.


W Jerozolimie

Według starochrześcijańskiego podania Maryja nie chciała opuściċ Jerozolimy, po­nieważ chciała byċ blisko wzgórza kalwaryjskiego, na którym Jej Boski Syn oddał ży­cie za zbawienie świata. Jan, jako Jej opiekun, również pozostał w Jerozolimie.
    Tam, razem z Piotrem, służył młodemu Kościołowi do czasu odejścia Matki Zbawi­ciela, czyli do czasu zabrania Jej przez Chrystusa do niebieskiej chwały.

Według Dziejów Apostolskich Piotr i Jan rzeczywiście działali razem w Jerozoli­mie. Obydwaj szli razem do świątyni i tam u jej bramy wejściowej dokonali cudu uzdrowienia paralityka (Dz 3,1–6); razem też zostali wysłani przez apostołów do Samarii, aby na ochrzczonych położyli race, dla udzielenia im Ducha Świętego (Dz 8,14–17); razem przemawiali w Jerozolimie do ludu i razem zostali wtrąceni do więzienia (Dz 3,11–22). Jan był „filarem Kościoła” (Gal 2,9).


W Efezie

Przebywanie św. Jana z Niepokalana. Matką Zbawiciela było dla niego czasem szczególnej laski. W tym okresie zostało dalej pogłębione i uduchowione jego spo­jrzenie na Chrystusa. Znalazło to odzwierciedlenie w jego Ewangelii. Głębia myśli w niej zawarta odróżnia ją od pozostałych Ewangelii synoptycznych. Pisał ją jako osta­tni z ewangelistów, gdy przebywał w Efezie, skąd kierował Kościołem w Małej Azji. Adresował ją do braci w wierze, aby umocniċ ich w miłości.

Ci Małoazjaci, wśród których żył i którzy czcili go ja­ko swojego zwiastuna dobrej nowiny, byli jakby jego przeciwieństwem. Cechowała ich bowiem chwiejnośċ, nad czym bardzo bolał. Starał się. przywiązywaċ ich coraz bardziej do Chrystusa. Dokonywał tego siłą prawdy jaka tkwiła w jego słowach. W swoich listach przestrzegał ich przed błędami i brakiem jedności. Do końca życia nawoływał swoich podopiecznych do umiłowania prawdy i do wzajemnej miłości w Bogu.


Ostatni Apostoł

Wreszcie, spośród apostołów, sam już tylko pozo­stał przy życiu. Drażniło to Rzymian, że żyje i chcieli go straciċ. Umieścili staruszka na skalistej wyspie Pa­tmos, skazując go na pewną śmierċ. Tradycja po­wia­da, że chrześcijanie nie pozostawili go bez opieki. Wśród szumu morza i dokuczliwej samotności przeżył tam objawienie, które później opisał w Apokalipsie, gdy przywrócono mu wolnośċ. Ukazał w niej, harmo­ni­zujący z jego przeżyciami na wyspie, koniec świata, przyszły sąd nad żywymi i umarłymi, powstanie nowe­go nieba i nowej ziemi oraz niebieskie Jeruzalem
 i osta­teczne zwycięstwo Boga.

W pierwszych latach panowania cesarza Trajana (98–117) święty Jan Apostoł i Ewangelista odszedł w pokoju do wieczności – uczeń do swojego umiłowanego Mistrza, syn do niebieskiej Matki.


Apokryf

Pod wpływem apokryfu „Dzieje Jana”, z III wieku, utrwaliło się podanie, że ce­sarz Domicjan (81–96) usiłował otruċ św. Jana. Gdy podano mu w kielichu zatrute wino, ten znakiem krzyża unieszkodliwił trucizną i wypił wino bez szkody dla zdro­wia. Wtedy niezadowolony cesarz kazał Apostoła wrzuciċ do wrzącego oleju. Jan jednak wyszedł z niego odmłodzony. To drugie zdarzenie apokryficzne stało się później treścią obchodu liturgicznego o nazwie „Święto świętego Jana w Oleju”. Święto to istniało aż do XX wieku ( ostatni raz obchodzone w 1909 roku).

Powyższe opowiadania wywarły także wpływ na sztuką. Przedstawiano św. Ja­na Apostoła, na obrazach lub w rzeźbie, trzymającego w ręku kielich z zatrutym winem. Jadowity wąż wy chodzący z kielicha symbolizuje trucizną. Można także spotkaċ obrazy przedstawiające św. Jana z młodzieńczą twarzą, umieszczonego w kotle, z którego unoszą się. opary, obrazujące wrzenie oleju.

Sztuka czerpała inspiracje także z Biblii. Najczęściej przedstawiała św. Jana Ewa­ngelistą z orłem. Symboliką orła wzięła z wizji proroka Ezechiela (1,10) i zaapliko­wa­ła św. Janowi, ponieważ w Ewangelii, którą napisał głębią myśli teologicznej wznió­sł się ponad pozostałych Ewangelistów (św. Ireneusz, św. Hieronim). Najstarszy zachowany wizerunek św. Jana z orłem zachował się w Rawennie w kościele św. Witalisa i pochodzi z VI wieku. Cząsto też oglądaċ można św. Jana stojącego pod krzyżem razem z Najśw. Maryją Panną i św. Marią Magdaleną. W obrazie tym sztu­ka utrwaliła jeden z najważniejszych momentów z dziejów zbawienia (J 19,25–27).

Kult świętego Jana Apostoła i Ewangelisty zawsze był żywy w chrześcijaństwie. Obok bogactwa ikonograficznego i rzeźb, świadczą o nim także utwory poetyckie (pieśni, hymny), różne modlitwy, formularze mszalne i brewiarzowe oraz archite­ktu­ra. Wspaniała bazylika na Lateranie, jedna z najstarszych świątyń Rzymu, poświę­cona jest Zbawicielowi i świętym Janom: Chrzcicielowi oraz Apostołowi i Ewange­li­ście. Konsekrował ją papież św. Sylwester I (335 r.). Jest ona katedrą papieża jako biskupa Rzymu.

Straż Honorowa Najświętszego Serca Pana Jezusa czci św. Jana Ewangelistę jako swojego szczególnego Patrona. Był bowiem zawsze blisko Serca Bożego. Można powiedzieċ, że czuwał przy Sercu Pana Jezusa przy Ostatniej Wieczerzy i pod krzyżem na Kalwarii gdy Serce Boże zostało otwarte włócznią żołnierza jako krynica zbawienia dla wszystkich. Podkreśla się również, że najważniejsze obja­wienia Serca Jezusowego: św. Gertrudzie (1302 r.) i św. Małgorzacie Marii Alacoque (1690 r.) miały miejsce właśnie w święto św. Jana Apostoła i Ewangelisty.

Jako pierwszy szczególny czciciel Najśw. Maryi Panny, św. Jan uważany jest za promotora kultu Matki Bożej. Jemu bowiem Jezus powierzył Swoją Matkę. On też z wielką czcią opiekował się Nią do końca.

Święty Jan uczy nas zatem dwóch nabożeństw bardzo zalecanych przez stolicę Świętą: nabożeństwa do Serca Jezusowego i Nabożeństwa do Matki Bożej.

ks. Tarsycjusz Sinka CM



Następna:  Biskup Kazimierz Romaniuk  —   „Jan, umiłowany uczeń Pana”      | > > > > > |



| powrót do startu |