Z „Kroniki” Jana Długosza

Św. Stanisław ze Szczepanowa
Biskup Krakowski i Męczennik

Część trzecia

Reakcja króla

Król, chociaż wzburzony z powodu upomnienia przytłumił gniew i usprawiedliwiając się niektórymi pozorami, usiłował swoje złe czyny pomniejszyć, w tym pierwszym spotkaniu. Zachował uszanowanie dla biskupa i nie obraził go żadnym słowem. Jeżeli nawet zrodziła się w umyśle króla jakaś nadzieja poprawy i skruchy, spowodowana naganą biskupa, to jednak wkrótce rozproszyła ją rozkosz cielesna. Gdy bowiem stał się niewolnikiem lubieżności nie mógł już zachować uczciwości! Głośna stała się w Polsce sprawa Krystyny, żony Mścisława, kobiety ”rzadkiej piękności”, którą sprowadził do siebie i chciał uwieść, a w końcu zabrał ją siłą i uczynił nałożnicą. Zgorszenie i zło publiczne. Narzekanie. Lęk przed upomnieniem gwałtownego króla sparaliżował panów i biskupów. Gdy inni biskupi Kościoła polskiego łącznie z arcybiskupem Gniezna zamknęli usta milczeniem i bojaźnią – cała nadzieja wszystkich zwróciła się na biskupa Stanisława.

– Nowe upomnienie biskupa Stanisława: Stanisław podejmuje, więc nowe wysiłki. Nowe przemawianie do sumienia królewskiego. Bolesław oburzony, faktem, że ktoś śmie mu się sprzeciwić i krytykować jego życie oświadcza wobec swojej rady, że biskup powinien być zdegradowany z biskupstwa i posłany na pasienie bydła i wieprzów. Takie obelgi pamięta tradycja. Biskup jednak jeszcze raz cierpliwie prosi i upomina, zaklina na Ewangelię i błaga o opamiętanie dla dobra swojej rodziny i kraju polskiego.

Obrońca prawa i wolności szkalowany przez króla

Kiedy prywatne upomnienia nie dawały skutku biskup głosi w tej sprawie szereg kazań. Ludzie sprawiedliwi słuchali biskupa Stanisława jako najgorliwszego obrońcy wspólnej wolności i praw małżeńskich. Bolesław jednak był rozwścieczony, nie chciał słuchać dalszych mów biskupa ani też pozwolić na ich głoszenie. Posunięto się wtedy do prowokacji, szantażu i rozpowszechniania kłamstw przeciw Stanisławowi. Gniew królewski i intrygi jego pierwotnych doradców spowodował, że zaczęły się szerzyć w Krakowie złośliwe szyderstwa rozsiewane przez ludzi biskupowi zawistnych. Oto trwają narady w komnatach królewskich, jak zgubić Stanisława. Żaden z proponowanych sposobów nie mógł się nadać, chociaż wiele królowi przedkładano. Wtedy zaczęło się to, co J. Długosz nazywa szukanie dziury w całym. Okazją stała się sprawa własności wsi Piotrowin sprzedanej przez niejakiego Piotra biskupowi Stanisławowi. Po jego śmierci, król nakazał synowcom Piotrowina, aby sprawę jawną i wiadomą, publicznie starali się zamienić w sporną, obiecując im łatwe zwycięstwo. Król podjął środki, aby odstraszyć świadków, od których zależała wygrana biskupa, gdyby zechcieli złożyć zeznania. Synowie Piotra, Jakub i Sulisław z żądzy do zysku niesprawiedliwego i podjudzeni przez króla wszczęli proces przeciw biskupowi, o przywłaszczenie majątku ich ojca.

Wskrzeszony świadek na procesie

Podczas procesu wezwani świadkowie kupna, sterroryzowani przez urzędników królewskich i obezwładnieni własnym strachem, który ich opanował nie dali świadectwa o prawdzie. Złośliwe oszczerstwo więcej zaczęło znaczyć niż słuszność prawa i sprawiedliwość. Ten spreparowany proces pokazowy miał zniesławić biskupa i odebrać mu moralne prawo do upomnień, kierowanych do króla. Stanisław czuł się bezradnym. Udał się wtedy do zwykłej sobie broni – modlitwy. Całą ufność położył w opiece Boskiej. Obiecał, że dostarczy świadectwa od umarłych, jeśli już ono przepadło u żywych, z powodu mgły bojaźni zapadłej na umysły ludzkie. Wszyscy z przerażeniem podziwiali taką odwagę wiary, ale gdy zdali sobie sprawę z niepodobieństwa dopełnienia tego przyrzeczenia, obrócili je w śmiech, sądząc, że jest szalony i osłabiony na umyśle, jeśli obiecuje świadectwo zmarłego. Król też uznawał tę rzecz za niemożliwą i chętnie zgodził się na trzy dni przerwy w procesie. Stanisław udał się z księżmi i kilku świeckimi przyjaciółmi do wsi Piotrowin i tu przez trzy dni w poście i na modlitwie prosili, aby moc Boża nie opuściła jego sprawy i Kościoła, który był narażony na zniesławienie i stratę. Po trzech dniach udali się wraz z ludźmi do grobu. Stanisław kazał odkopać grób Piotra. Ukazały się jego zwłoki, od trzech lat gnijące w stanie zupełnego zepsucia. Prawda pogwałcona i opuszczona przez żywych otrzymała jednak świadectwo zmarłego! Długa modlitwa Stanisława u grobu, potem prośba w imię przebłogosławionej i nie rozdzielnej Trójcy rozkazuję Ci Piotrze, abyś podniósł się z prochu i zaniósł świadectwo prawdzie, pogwałconej i opuszczonej przez ludzi, aby wzrosła wiara wierzących, a ukarana została lekkomyślność sprzeciwiających się prawdzie. Zmarły wstał zwracając się do synowców, którzy bali się wcześniej świadczyć sprawiedliwie, Piotr powiedział: Jakież to szaleństwo przywiodło was do tej głupoty, aby zataić prawdę, odważyć się na oszczerstwo, plamić się wielką zbrodnią i Bożego człowieka zmuszać, aby mnie przywoływał spośród umarłych swoimi modłami, na świadka? Wydarzenie to zmusiło króla do wydania wyroku uniewinniającego.

Cud wskrzeszenia Piotra z całą prostotą podawany tak przez Długosza jak i we wszystkich życiorysach, spotyka się z reakcją wielu racjonalistów i staje się przedmiotem zaciekłych sporów i dyskusji. Z postacią i działalnością św. Stanisława jest jednak bardzo ściśle związany we wszystkich niemal przekazach literackich i ikonograficznych. Oczywiście świętość Biskupa Stanisława nie zależy od prawdziwości tego wydarzania. Byłoby jednak lekkomyślnością z naszej strony pomijać ten czcigodny przekaz. Jan Długosz komunikuje jego znacznie nie tyle w kontekście sprawy św. Stanisława, ale w jego znaczeniu dla umocnienia wiary w Polsce. Taką widzi zasadniczą funkcję tego znaku: wezwanie do pogłębienia i oczyszczenia wiary zanieczyszczonej przez Rusinów – jak pisze, ukazując zgubne wpływy żywych kontaktów z Rusią. Wpływy te w czasach Bolesława dokonywały się głównie przez jego matkę Rychezę i jej otoczenie. Przyczyniały się one do niezdrowego mieszania mentalności Wschodu z kulturą Zachodnią, w której orbicie znajdowała się Polska od początku swego istnienia. Różnice obyczajów, liturgii i podejścia do spraw Kościoła – wprowadzały niekiedy wiele zamieszania w Polsce od stu lat dopiero chrześcijańskiej. Na tym tle Jan Długosz daje swój wymowny i głęboki komentarz do ”cudu Piotrowina”:

Stało się to dla powiększenia wiecznej trwałości wiary świętej i prawdziwej religii, którą naród polski napojony błędami Rusinów i cudzoziemców przez lat siedem, już zaczął sobie obrzydzać i budować na powierzchowności. Bóg wskrzesił Piotra na wezwanie Świętego Biskupa, aby Polacy, którzy do tej pory nie doświadczyli takiego cudu ani na sobie ani swoich przodkach, mogli przez jego oglądanie umocnić swoją wiarę a świeżą wieść o nim przekazać po najdalsze pokolenia. Po tym wszystkim, ustała na jakiś czas zapalczywość króla. Być może, jego stosunki z biskupem Stanisławem ułożyłyby się dobrze gdyby nie podstępna robota szatana. Ten zazdrośnik pokoju i zasiewacz kąkolu na ziemi dobrej, postarał się o nowe powody zamieszek i nieporozumień.


X. kan. Jan Długosz
Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego
(Annales seu cronicae incliti Regni Poloniae)


Następna:
  Z „Annales...” Jana Długosza  —   fragmenty z komentarzem: cz. IV      | > > > > > |

Poprzednia:
  Z „Annales...” Jana Długosza  —   fragmenty z komentarzem cz. II      | < < < < < |

| powrót do św. Stanisław — spis treści |