| powrót do czytelni |

Ks. prof. Maryjan Morawski

„ PODSTAWY ETYKI I PRAWA”

Rozdział ósmy:

ZAKON PRZYRODZONY I SUMIENIE.

Częśċ pierwsza

Widzieliśmy cel dążności moralnej; staje teraz przed nami pytanie, jaka jest droga do tego celu, czyli jaka norma, jaki zakon moralnego postępowania człowieka?

W naturze, która nas otacza, spotykamy wszędzie prawa, t. j. stałe normy, według których wszystkie twory spełniają swoje zadania w wszechświecie. Promień światła drga i odbija się według praw falowania, strumień płynie i krąży według praw grawitacyi, kwiat wykłuwa się z pączka, ptaszek gniazdko wije — każde podług prawa swego gatunku... Czy człowiek sam jeden w naturze nie miałby swego prawa?

Człowiek wystaje wprawdzie ponad inne istoty rozumem i wolną wola: inne istoty pełnią swe prawa i do celów natury dążą bezwiednie i koniecznie, — człowiek, wolny od konieczności, cele natury poznaje i porządek jej choċ w pewnej mierze rozumie. Ale czy nie na tem właśnie zależy sposób jemu odpowiedny, jakim natura nakłada mu swój zakon? Dla najniższych istot natura wypiętnowuje swe prawa w ich ustroju fizycznym — dla innych odzwierciedla je w ich psychicznych instynktach — człowiekowi daje je poznaċ rozumem; jest to tylko, że się tak wyrażę, inny sposób promulgacyi. Niższe istoty prowadzi natura do swych celów koniecznością fizyczną; człowiekowi, który tej konieczności nie podlega, narzuca obowiązek moralny, który wolności nie znosi, ale nią kieruje.

Gdy z tego poglądu ogólnego przejdziemy do bliższej obserwacyi człowieka, to jeszcze widoczniej do tego samego trafimy rezultatu. Faktem jest, że ludzie w ogólności świadomi są jakiegoś wrodzonego prawa, normującego ich postępowanie, a jednakiego w swych głównych zarysach.

Temu wielkiemu faktowi próbowano dawniej zaprzeczyċ: przytaczano, na wiarę byle jakich podróżników, opowiadania o ludach, nie mających żadnych uczuċ moralnych, albo mających moralnośċ odwrotna do naszej. Dziś, kiedy Europejczycy mają więcej stosunków z dzikiemi plemionami i bliżej im się przypatrują, wszędzie u nich znajdują wspólna podstawę etyczną: rodzinę, własnośċ, zwierzchnośċ i kapłaństwo; na podstawie wspólnych pojęċ o sprawiedliwości, o własności, o obowiązku dotrzymania umowy, wchodzą z niemi w układy; spotykają nieraz nieuczciwośċ i muszą siłą poprzeċ swe prawa (co się i w Europie zdarza), ale nigdy nie spotykają niezrozumienia uczciwości.

Nowsi podróżnicy, którzy wogóle sumienniej obserwują, spostrzegają ze zdumieniem u najdzikszych plemion wyraźne, choċ ograniczone, pojęcia i uczucia moralne. Darwin, podróżując okrętem z kilkoma Patagończykami z Ziemi Ognistej, plemienia, które uchodzi za najbardziej upośledzone, uderzony był jasnością ich wyobrażeń moralnych i religijnych. Murzyn z Sudanu, pojmany chłopięciem, jak tylu innych, przez opryszków arabskich (któregośmy poznali księdzem w Krakowie), wydał świeżo opis swoich lat dziecinnych i swej niewoli. Otóż co w tem opowiadaniu, pełnem prostoty, uderza jeszcze bardziej, niż okrucieństwo Arabów, to delikatnośċ uczuċ osobistych, familijnych i towarzyskich u tych czarnych ludzi, których z daleka sądząc, bierzemy za bronzowe posągi(1).


PRZYPISY:
(1)   „Pamiętnik niewolnika afrykańskiego, Daniela Sorur Farim Den”. Przekład polski, wydany osobno przez Missye katolickie. 1891 r.

Następna: Rozdział VIII, częśċ druga  —   Zakon przyrodzony i sumienie      | > > > > > |

Poprzednia: Rozdział VII, częśċ piąta  —   Szczęście i cel dążności moralnej  | < < < < < |


| powrót do startu |    | powrót do czytelni |