| powrót do czytelni |

Ks. prof. Maryjan Morawski

„ PODSTAWY ETYKI I PRAWA”

Rozdział siódmy:

SZCZĘŚCIE I CEL DĄŻNOŚCI MORALNEJ.

Częśċ piąta

„Takim sposobem, nasze poczucie ideału piękna byłoby objektywnem. Zaś poczucie, jakie budzi w naszej duszy wzniosły czyn, zdaje się jeszcze widoczniej objektywnem: zwycięstwo woli samowiednej nad głuchą żądzą i ślepym instynktem porywa nas, — t. j. unosi nas już nie zapomocą symbolu, ale wprost aż do krańców, gdzie świat ziemski graniczy z innym światem, w którym człowiek uczuje się wyzutym z brutalnej i egoistycznej części swej istoty, i to tylko zachowa z człowieczeństwa, co go od zwierzęcia wyróżnia. Heroizm, zapomnienie o sobie dla dobra ogólnego, podnosi człowieka aż do górnych krańców życia ziemskiego — które poniżej skazane jest na walkę żądz jednostkowych. Z tego punktu widzenia wszelka bezinteresownośċ przyobleka się w pięknośċ, zwiastującą coś jeszcze poza tem, poza światem, gdyż w żaden sposób nie da się sprowadziċ do zwierzęcego początku; a wyjątkowo tylko, w rzadkich ludzkości wybrańcach, dochodzi aż do zupełnego zaparcia siebie, i wywołuje podziw — stając się pięknem”.

„W ten sposób poczucie piękna w naturze, w sztuce i w moralności miałoby przedmiot, leżący poza sferą naszego badania, ale którego intuicyę mamy w głębi duszy. I ta sama też jest podstawa wrodzonej religii...”

Oto człowiek, który jako racyonalista, Boga chrześcijańskiego odrzucił, a jednak jako twórca w sztuce — głębiej w piękno, niż w prawdę wnikający — odczuwa w samej sferze estetycznej pęd duszy do Absolutu, doznaje ze zdumieniem, że zjawiska ziemskie ku czemuś poza światem duszę podbijają — i tłumaczy się jak może z tego, co doskonale czuje, ale jeszcze mało rozumie.

Jeżeli pojemnośċ duszy ludzkiej, mierzona pod względem intenzywności szczęścia, jakiego wymaga, wskazała nam już, że nie tu, ale poza światem tego szczęścia szukaċ trzeba, to jeszcze widoczniej trafimy do tego rezultatu, mierząc tę pojemnośċ pod względem trwania. Rozum ludzki naturalnem swem uzdolnieniem przekracza wszelką granicę czasu, i niema żadnej mocy, któraby mu przeszkodziła pytaċ: co będzie potem? Zatem i wola naturalnie pragnie szczęścia, któregoby nie kończyła żadna granica czasu. Owszem, każdy taki koniec jest nieszczęściem — tem większem, im większe ma przeciąċ szczęście. Każde przewidywanie końca lub obawa końca jest ujmą, nie tylko w przyszłości, ale w każdej aktualnej szczęścia chwili — i tam tylko może byċ pełnia szczęścia, naturze ludzkiej odpowiednia, gdzie jest pewnośċ wieczności.

Ten wywód nie jest, jak się może komuś zdawaċ, umyślnie do chrześcijańskiego dogmatu przykrojony, ale jest tak prostą a jasną analizą przyrodzonych wymagań szczęścia człowieka, że i pogańska filozofia tak samo ją przeprowadziła. „Jeżeli utraconem byċ może życie szczęśliwe — pisze Cycero — to już szczęśliwym byċ nie może: bo któż uwierzy, że stale i wieczyście posiadaċ będzie to, co jest kruchem i znikomem? A kto nie dowierza wieczystości dobra, jakie posiada, ten obawiaċ się musi nieszczęścia utracenia go kiedykolwiek; w obawie zaś tak wielkiego ciosu szczęśliwym byċ nie może”.

Ostatecznie więc, z którejkolwiek strony rzecz bierzemy, zawsze do tego samego trafiamy rezultatu: że istotne szczęście człowieka, będące zarazem przedmiotem jego dążności moralnej, leży poza tem życiem, w jakimś świecie bliższym Boga(3). Instynkt ludzkości, łączący ideę moralności z religią, jest więc usprawiedliwiony; Kant ma zupełną racyę, gdy twierdzi, że życie przyszłe i Bóg, łączący w owem życiu szczęście z wypełnieniem zakonu — są niezbędnymi moralności postulatami. Myli się tylko Kant, przypuszczając, ze swego jednostronnego punktu widzenia, że o tem wymaganiu rozumu praktycznego rozum spekulatywny nic nie wie. Tej sprzeczności w człowieku niema — jeżeli jej sam nie wprowadzi. Owszem, samo to wymaganie moralnej strony człowieka, te wrodzone aspiracye ku prawdzie, dobru i pięknu bezwzględnemu, o których właśnie mówiliśmy, są już dla rozumu spekulatywnego podstawą do wnoszenia, że jest coś poza tem, co dotykalne i doczesne. A rozum, który idzie za tą wskazówką i szuka szczerze prawdy w wyższej sferze, spotka się z nią niezawodnie. Bo ta wyższa sfera nie jest daleko: człowiek stojący na wierzchołku natury — i rwący się duszą jeszcze wyżej — jest właśnie na jej pograniczu.

Non longe est ab unoquoque nostrum.


PRZYPISY:
(3)   Na zarzut, że dążnośċ moralna, mająca za przedmiot szczęście, musiałaby byċ egoistyczna, odpowiemy poniżej, mówiąc o obowiązku.

Następna: Rozdział VIII, częśċ pierwsza  —   Zakon przyrodzony i sumienie | > > > > > |

Poprzednia: Rozdział VII, częśċ czwarta  —   Szczęście i cel dążności moralnej | < < < < < |


| powrót do startu |    | powrót do czytelni |