Bliskie kontakty szpiega Stasi oraz byłego kanclerza Niemiec z Kremlem przynoszą dziś obu stronom duże korzyści

Niemieccy przyjaciele Putina

Major enerdowskiej służby bezpieczeństwa Stasi – Matthias Warnig szpiegował przez lata w Republice Federalnej. W zjednoczonych Niemczech został ze swej przeszłości rozgrzeszony, ponieważ jego stare agenturalne kontakty okazały się nadzwyczaj pożyteczne w budowaniu więzi z Rosją Borysa Jelcyna, a później Władimira Putina i Dmitrija Miedwiediewa. Kto, jeśli nie ludzie komunistycznych służb, może utorować drogę niemieckiemu kapitałowi na Kremlu?

Zwłaszcza tacy jak Warnig – znajomy pułkownika KGB Putina z sowieckich czasów, a zarazem protegowany byłego kanclerza RFN Gerharda Schrödera, który teraz jest szefem rady nadzorczej konsorcjum Nord Stream, operatora Gazociągu Północnego. W sierpniu 2008 roku, kiedy prezydent Lech Kaczyński bronił na wiecu w Tbilisi gruzińskiej niepodległości wraz z prezydentami Ukrainy, Litwy oraz Estonii i premierem Łotwy, Schröder złożył deklarację lojalności wobec Moskwy: w wywiadzie dla tygodnika "Der Spiegel" obwinił prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego o rozpoczęcie konfliktu i nazwał go hazardzistą. "Wydarzenia na Kaukazie jeszcze bardziej odsunęły w czasie szanse Tbilisi na przyjęcie do NATO" – oświadczył.

Szpieg Stasi stanie na czele Rosnieftu

Wiosną tego roku pojawiła się informacja, że Matthias Warnig zasiądzie z początkiem września w radzie dyrektorów największego koncernu paliwowego Rosji – państwowego Rosnieftu.

Pierwszy skandal wokół jego szpiegowskiej przeszłości wybuchł w lutym 2005 roku po publikacjach na łamach "Wall Street Journal". Amerykański dziennik podał informację, że kierujący wówczas moskiewskim oddziałem Dresdner Banku Warnig jest przyjacielem Putina i temu właśnie faktowi zawdzięcza poważne zlecenie od rosyjskiego koncernu paliwowego Jukos. Przypomniano również, że już w 2003 roku największe amerykańskie banki inwestycyjne zareagowały nerwowo na wieść, że nie one, lecz "nieliczący się na światowym rynku" Dresdner Bank wszedł w interesy z Gazpromem, udzielając mu pożyczki w wysokości 1,75 miliarda dolarów na dalszy rozwój. Także wówczas pojawił się argument, że niemiecki bank zawdzięcza swoje wpływy w Rosji Warnigowi i jego znajomości z Putinem.

Skąd Amerykanie czerpali wiedzę na temat Warniga – wiedzę dziś oficjalnie potwierdzoną przez Urząd Pełnomocnika ds. Akt Stasi? Zapewne z dokumentów, które szef wywiadu Stasi Markus Wolf zdążył przekazać z początkiem 1990 roku sowieckim agentom, ci zaś odsprzedali je agentom CIA w nieznanych do dziś okolicznościach. Przecież przy enerdowskim okrągłym stole na przełomie 1989 i 1990 roku przedstawiciele komunistów i opozycji dali Wolfowi pół roku na "zamknięcie spraw", czyli zniszczenie dokumentów wywiadu – niewygodnych również dla strony zachodnioniemieckiej, bo kompromitujących urzędników państwowych i polityków, którzy z różnych względów utrzymywali kontakty z komunistycznym Berlinem.

Rezydent numer jeden

Co zatem wiadomo dziś o przyszłym "niezależnym" dyrektorze Rosnieftu?

Matthias Warnig zaczął pracę we wschodnioniemieckim wywiadzie w 1974 roku jako specjalista ekonomii – przede wszystkim w dziedzinie energetyki. Znany w najwyższych kręgach Stasi pod pseudonimami "...konom" i "Arthur", pracował przez ostatnie dwa lata istnienia NRD na terytorium RFN jako OibE – w szpiegowskiej nomenklaturze skrót ten znaczy dosłownie "oficer w misji specjalnej". W kwietniu 1987 roku dostarczył z terytorium Republiki Federalnej kompletne plany badawcze ośrodka jądrowego w Jźlich, programy rządu RFN w dziedzinie biotechnologii, a także dokumentację technologii uzyskiwania energii na drodze procesu chemicznego zwanego pirolizą. Władze NRD dostały od niego w tym samym roku materiały z poufnego seminarium dla najwyżej postawionych ludzi zachodnioniemieckiej gospodarki na zamku Gracht pod Erfstadt.

Od 1988 roku prowadził w Dźsseldorfie placówkę agenturalną opatrzoną kryptonimem "Rezydentura 1. RFN" – podlegającą bezpośredniemu nadzorowi Ericha Mielkego, szefa Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa. Do 1989 roku "Arthur" przekazywał na Wschód dokumentacje tajnych technologii stosowanych w elektrowniach atomowych, które później wykorzystywano w enerdowskiej elektrowni Bruno Leuschner pod Greifswaldem. Od samego Mielkego dostał za osiągnięcia i "osobiste zaangażowanie" specjalną pochwałę. W październiku 1989 roku doceniono jego wierną służbę, przyznając mu złoty medal Armii Ludowej NRD.

Po zjednoczeniu obu państw niemieckich 3 października 1990 roku Urząd Ochrony Konstytucji zajął się szczegółowo analizą byłych struktur wywiadowczych NRD. Wtedy właśnie okazało się, że Warnig szpiegował w latach osiemdziesiątych także w sektorze bankowym. Interesował się Deutsche Bankiem AG, Commerzbankiem, a także Dresdner Bankiem – tym właśnie, którego interesy z wielkim powodzeniem prowadził później w Rosji. Już w marcu 1987 roku zdobył poufne informacje o rozmowach Dresdner Banku z różnymi kontrahentami.

Urząd Ochrony Konstytucji nie podjął przeciwko niemu żadnych kroków, zamykając sprawę w 1991 roku i nie wyjaśniając powodów swojej decyzji. Polityczne uzasadnienie dla faktycznej amnestii, która objęła agenturę enerdowską, pojawiło się w 1995 roku, kiedy Trybunał Konstytucyjny zwolnił byłe kierownictwo Stasi z odpowiedzialności karnej za nadzorowanie działalności szpiegowskiej przeciwko Zachodowi.

W 1989 roku, na krótko przed upadkiem enerdowskiego reżimu, kierownictwo Stasi ściągnęło go do Drezna i skierowało do współpracy z KGB. Kazano mu nawiązać bliskie kontakty z "człowiekiem z Moskwy" – oficerem operacyjnym KGB, niejakim Putinem, pułkownikiem KGB, który w latach 1985–1990 werbował w NRD agenturę i inwigilował wschodnioniemieckie środowiska naukowe.

Dobry kolega z KGB

Warnig i Putin przypadli sobie do gustu, a ich znajomość przeniosła się z czasem do Sankt Petersburga, gdzie Warnig był od marca 1991 roku przedstawicielem Dresdner Banku, a Putin od czerwca tego samego roku zastępcą nieżyjącego już mera Anatolija Sobczaka. Za czasów Warniga Dresdner Bank stał się najsilniejszym bankiem inwestycyjnym w Rosji.

Kiedy w 2005 roku przeszłością Warniga zajął się "Wall Street Journal", dyrektor Dresdner Banku Bernhard Walter wyjaśnił na łamach "Manager Magazin", że nic nie wiedział o szpiegowskiej przeszłości Warniga, którego poznał w roli referenta Ministerstwa Gospodarki NRD. Dopiero "po latach" Warnig miał mu wspomnieć, że miał "jakieś kontakty ze Stasi". "Zamknięcie dochodzenia przez Urząd Ochrony Konstytucji zamknęło także sprawę przeszłości Warniga" – powiedział Walter.

Warnig zapytywany przez dziennikarzy "Wirtschaftswoche" w marcu 2008 roku, dlaczego właśnie jemu Dresdner Bank zaproponował tę posadę, odpowiedział: "Za rządów Hansa Modrowa, ostatniego premiera NRD, rządzącego do kwietnia 1990 roku, brałem udział w rozmowach z RFN o planach unii walutowej i gospodarczej obu państw niemieckich".

Mowa tu o negocjacjach z lutego 1990 roku między rządami obu państw niemieckich nad warunkami unii walutowej, która weszła w życie latem tego samego roku, poprzedzając ostateczne zjednoczenie 3 października 1990 roku.

"Na marginesie lutowych rozmów ówczesny przedstawiciel Dresdner Banku w NRD zapytał mnie pewnego wieczoru, czy mam jakieś plany zawodowe w związku z nadchodzącymi zmianami – mówił dalej Warnig. – Nie umiałem odpowiedzieć. Niebawem, jeszcze w 1990 roku, zostałem zaproszony na rozmowę do Frankfurtu i dostałem propozycję pracy w Dresdner Banku".

Po dziesięciu latach spędzonych w Sankt Petersburgu Warnig mówił świetnie po rosyjsku i dorobił się dużego domu pod miastem, gdzie często gościł rodzinę Putinów. Służył też pomocą żonie Putina, wysyłając ją na leczenie do Niemiec po ciężkim wypadku samochodowym w 1985 roku. Za wszystko płacił, rzecz jasna, Dresdner Bank. Dziś major Stasi Warnig wypiera się współpracy z Putinem w czasach NRD. Obaj utrzymują, że spotkali się dopiero w 1991 roku.

Niemiecko–rosyjski kanclerz

Po Sankt Petersburgu przyszła kolej na Moskwę, dokąd niemieccy szefowie wysłali go w 2002 roku, by poprowadził tamtejszy oddział Dresdner Banku. Cztery lata później został dyrektorem wykonawczym Nord Streamu odpowiedzialnego za budowę rosyjsko–niemieckiego gazociągu.

51 procent udziałów w spółce Nord Stream należy do Gazpromu. Koncern już trzy razy próbował wprowadzić Warniga do swojej rady nadzorczej, ale akcjonariusze odrzucali jego kandydaturę. Mimo to major Stasi miał się w Rosji coraz lepiej: zasiadł w radzie drugiego największego banku państwowego VTB oraz banku Rossija.

Obecnie znajduje się na liście kandydatów skarbu państwa do rady dyrektorów państwowego giganta paliwowego Rosnieft. Wartość rynkowa rosyjskiej spółki akcyjnej wyceniana była z końcem 2006 roku na 83 miliardy dolarów. Za 6,8 mld USD Rosnieft kupił na aukcji wielkie złoża ropy naftowej i rafinerie po upadłym koncernie Jukos. Po tym zakupie spółka została największym koncernem paliwowym w Rosji. Teraz nominacja Niemca na "niezależnego" dyrektora jest w zasadzie formalnością, bo ponad 75 procent Rosnieftu należy do państwa.

Swoją rosyjską karierę Warnig zawdzięcza w znacznej mierze socjaldemokratycznemu kanclerzowi Niemiec Gerhardowi Schröderowi, który jest w Rosji wielce wpływową osobistością. Na szczególne względy Schröder zasłużył jeszcze w kanclerskich czasach (1998–2005), kiedy był wielkim entuzjastą Putina, "demokraty bez skazy" – jak zwykł mówić o ówczesnym rosyjskim prezydencie. W 2004 roku Putin był honorowym gościem na 60. urodzinach ówczesnego kanclerza w Hanowerze – razem z całym kozackim chórem, zaś kanclerz zaadoptował dziewczynkę z sierocińca w rodzinnym mieście Putina, Petersburgu.

Często daje wyraz ciepłym uczuciom, jakie żywi dla Władimira Władimirowicza. Z końcem 2005 roku, w ostatnich tygodniach swego urzędowania, Schröder podpisał z Rosją umowę o budowie Gazociągu Północnoeuropejskiego na dnie Bałtyku, a po porażce w wyborach parlamentarnych jesienią tego samego roku stanął na czele spółki Nord Stream, operatora Gazociągu Północnego. Ta nieskrywana troska o własne interesy wywołała krytykę, lecz Schröder nie przejął się nią, ponieważ właśnie otwierał się przed nim nowy rozdział życia – kariera biznesmena u boku rosyjskich wspólników.

Świetny facet na Kremlu

Dziś Schröder zupełnie otwarcie reprezentuje interesy Kremla. Swoje poglądy na rolę Rosji wyłożył w 2006 roku w książce "Rozstrzygnięcia. Moje życie w polityce". Rzecz doczekała się błyskawicznie rosyjskiej edycji, której prezentację urządzono w 2007 roku w moskiewskim Hotelu President, będącym własnością kancelarii prezydenta. Autorem przedmowy do rosyjskiego wydania był sam Miedwiediew, wówczas przewodniczący rady dyrektorów koncernu gazowego Gazprom i wicepremier, uchodzący za następcę Putina na Kremlu.

Jak były kanclerz wyobraża sobie wspomniane "partnerstwo"? Z jego wywodów jasno wynika, że decydującym czynnikiem ma być fakt, że Putin jest "świetnym facetem" – gościnnym, przyjacielskim i wysportowanym. A do tego dalekowzrocznym politykiem. Dlatego Schröder niepokoi się, że "niemiecko–rosyjskie stosunki mogłyby ponownie ulec ideologizacji, a odsunięte na bok antyrosyjskie uprzedzenia, związane z komunistyczną przeszłością Rosji, ponownie odżyć. Uprzedzenia wzniecane przez interesy amerykańskiej polityki zagranicznej za kadencji George´a Busha oraz na skutek wynikającej z historii awersji Polski do rosyjskiego sąsiada". "To byłaby straszna perspektywa" – pisze. I przekonuje, że celem Putina jest odbudowa Rosji jako mocarstwa światowego, które będzie równorzędnym partnerem USA.

"Putin wie, że aby osiągnąć ten cel, musi rozbudowywać strategiczne, coraz bliższe, stosunki z Europą. Rosyjski prezydent jest zdecydowany wejść na tę drogę i uczynić ją, o ile będzie to możliwe, nieodwołalną. Liczy przy tym na pomoc Niemiec" – czytamy. Schrödera niepokoi wszystko, co mogłoby zagrozić rosyjskiej ekspansji: "Uzyskana właśnie wolność i niezależność w niemieckiej polityce zagranicznej mogą zostać zaprzepaszczone przez to, że znów będziemy się czepiać amerykańskiej spódnicy" – pisze. Kilka miesięcy później uznał amerykańską tarczę antyrakietową za "instrument służący umocnieniu amerykańskiej dominacji" i ostrzegł, że wywoła ona kolejny wyścig zbrojeń. By tego uniknąć, "Unia powinna wykorzystać transatlantyckie kontakty do skłonienia Amerykanów do wycofania się z tych niedorzecznych planów".

Odrzucić polskie interesy

We wrześniu tego samego roku ekskanclerz i szef rady nadzorczej rosyjsko–niemieckiej spółki budującej Gazociąg Północny pozwolił sobie zrugać rząd Jarosława Kaczyńskiego. Podczas wystąpienia w Moskwie zarzucił Unii Europejskiej, że "staje się ona zakładnikiem nacjonalistycznych, antyrosyjskich interesów pojedynczych krajów UE", i dodał, by nie pozostawić żadnych wątpliwości, że chodzi mu o "władze Polski i przywódców kilku innych państw UE". Nie zostawił suchej nitki na planach rozmieszczenia elementów tarczy antyrakietowej USA w Europie Środkowej: "Unia Europejska powinna odrzucić te prymitywne interesy nacjonalistyczne, gdyż przeszkadzają one integracji europejskiej i rozwojowi stosunków UE z Rosją". Skrytykował też plany rozmieszczenia elementów tarczy antyrakietowej USA w Europie Środkowej. "Przedstawia się je tak, jakby to było problemem tylko Polski, Czech i USA, a nie problemem całej Unii Europejskiej" – powiedział. Za to "mówienie, że problem dostaw polskiego mięsa do Rosji jest konfliktem na szczeblu europejskim", jest wykorzystywaniem Unii Europejskiej do rozwiązywania własnych problemów. "Jest to szkodliwe dla integracji europejskiej. Dla dobra Europy należy niekiedy zapominać o interesach poszczególnych krajów" – pouczał.

"Niesterowalna" Warszawa

W Rosji wyczytano z jego wywodów to, co Moskwie było na rękę: "Były kanclerz przestrzega przed niebezpieczeństwem wynikającym z "obserwowanego w Polsce zwrotu w prawo, ku nacjonalizmowi, który jest niesterowalny, wskutek czego mogą ucierpieć relacje niemiecko–rosyjskie", a to dla Europy byłoby zgubne. I dlatego – cytowały Schrödera media rosyjskie – trzeba pracować nad tym, aby wyciszyć emocje w krajach bałtyckich i Polsce". W domyśle: rozniecane przez ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego brata, premiera rządu RP.

Do kwestii tarczy antyrakietowej powrócił jeszcze raz z końcem września 2007 roku podczas zorganizowanej przez lewicowy dziennik "Die Zeit" dyskusji w rosyjskiej ambasadzie w Berlinie, apelując o "umacnianie strategicznego partnerstwa z Rosją". Przy innej okazji uznał za stosowne wypowiedzieć się na temat toczącej się jesienią 2007 roku w Polsce kampanii wyborczej, "która prowadzona jest przy użyciu wyraźnych antyniemieckich i antyrosyjskich akcentów. Żaden rozsądny człowiek nie może tego kwestionować – powiedział. – A jeśli tak jest, to chyba wolno, a nawet trzeba o tym mówić". Zarzuty te kierował, naturalnie, pod adresem PiS.

Zaledwie dwa tygodnie wcześniej wygłosił w Kolonii bulwersującą opinię, że "sprzeciw Polaków wobec Gazociągu Północnego nie opiera się na merytorycznych przesłankach, lecz podyktowany jest bardzo egoistycznymi motywami", a "rząd w Warszawie traktuje Unię Europejską jak zakładnika swojej nacjonalistycznej i antyrosyjskiej polityki".

Moskwa dba o swoich niemieckich przyjaciół. 28 maja 2008 roku Schröder został wybrany na członka–korespondenta Rosyjskiej Akademii Nauk "w uznaniu jego zasług dla ruchu socjaldemokratycznego".

Jakże niewinna wydaje się dziś Ostpolitik Republiki Federalnej w latach 70. ubiegłego wieku, kontakty kanclerza Willy´ego Brandta z szefem KGB Jurijem Andropowem, tajnym "kanałem Kieworkowa", nazywanym tak przez obie strony od nazwiska ówczesnego rezydenta KGB w RFN Wiaczesława Kieworkowa, czy ratowanie rządu Brandta w 1972 r. łapówkami dostarczonymi z Moskwy. Do uchwalenia wotum nieufności zabrakło wtedy tylko dwóch głosów przekupionych chadeckich posłów. Jeden z nich, Julius Steiner, zadowolił się kwotą 50 tysięcy marek. Bliskie kontakty szpiega Stasi oraz byłego kanclerza Niemiec z Kremlem przynoszą dziś stukrotnie większe korzyści.

Anna Zechenter
Autorka jest pracownikiem krakowskiego oddziału IPN

Za: „Nasz Dziennik”  13–15 sierpnia 2011, Nr 188 (4119)


| Powrót do czytelni |   Do góry strony