Projekt totalnej inwigilacji czy mistyfikacja obliczona na kasę z Brukseli? INDECT, czyli automatyczny system wykrywania zagrożeń bezpieczeństwa w mieście, zintegrowany z programem komputerowego przetwarzania i archiwizacji danych o sprawcach, budzi ogromne emocje internautów i opinii publicznej. Ale i komercyjnych firm informatycznych, które liczą na duży zarobek

INDECT, czyli raport przyszłości


W powietrzu drony filmujące przestrzeń miejską, na ziemi system kamer i mikrofonów rozmieszczonych na skwerach, ulicach, w parkach i budynkach publicznych, do tego sensory wykrywające ruch, zmianę temperatury i stężenie związków chemicznych, monitoring satelitarny i lotniczy terenu, zdalna identyfikacja obiektów drogą radiową, lokalizacja ludzi i innych obiektów w systemie GSM, UMTS i GPS. To nie jest scenariusz filmu science fiction, wizja rodem z Orwella. Ale realizowany w Polsce projekt pod nazwą INDECT - "Inteligentny system informacyjny wspierający obserwację, wyszukiwanie i wykrywanie dla celów bezpieczeństwa obywateli w środowisku miejskim", finansowany ze środków Unii Europejskiej. Owe kamery, sensory, mikrofony etc. to arsenał środków, które zostaną połączone w zintegrowany system informatyczny sterowany komputerowo. Ma on automatycznie wykrywać podejrzane zachowania obywateli, rejestrować je, gromadzić dane na temat potencjalnych przestępców, tak by policja i służby specjalne mogły uprzedzić ich działania, ewentualnie szybciej wykryć sprawców.

Operator decyduje

"INDECT to międzynarodowy projekt badawczy mający na celu wykorzystanie innowacyjnych algorytmów i metod z zakresu informatyki do wykrywania i walki z terroryzmem oraz innymi działaniami przestępczymi, jak handel ludźmi, handel organami, rozpowszechnianie pornografii dziecięcej" - czytamy na stronie internetowej projektu. Głównym koordynatorem projektu jest prof. Andrzej Dziech z katedry telekomunikacji AGH.    Nad etyczną stroną prac badawczych czuwa komisja etyki, w której zasiada m.in. Główny Inspektor Danych Osobowych.

Decyzja o interwencji służb ma być podejmowana ostatecznie przez operatora monitoringu, a dochodzenie prowadzone z zachowaniem zasady domniemania niewinności. INDECT nie obejmuje gromadzenia danych osobowych, takich jak nazwiska, adresy, numery dokumentów tożsamości.

Propozycję realizacji projektu INDECT złożyła grupa 17 europejskich partnerów pod przewodnictwem krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Jest wśród nich 11 polskich i europejskich uczelni wyższych, cztery firmy komercyjne i dwaj przyszli użytkownicy systemu. Beneficjentem, który otrzyma nowoczesne narzędzie do przetestowania, będzie policja polska i irlandzka.

Algorytm zagrożenia

- System będzie wykorzystywał także wpisy na forach internetowych, blogach, dane z wyszukiwarek i portali społecznościowych oraz identyfikował osoby na podstawie obrazu, głosu, danych biometrycznych - twierdzi poseł Barbara Bubula (PiS). - To system totalnej inwigilacji. Wszędzie tam, gdzie zakres zbieranych danych jest zbyt rozbudowany, a ich analiza jest prowadzona za pomocą nieznanych algorytmów przez systemy automatyczne, może dojść do zbudowania rzeczywistości znanej z katastroficznych wizji państwa totalitarnego opisywanych choćby przez George´a Orwella w książce "Rok 1984", Janusza Zajdla w powieści "Paradyzja" czy w filmach fantastyczno-naukowych na czele z "Matrix" - ocenia poseł, która 14 marca skierowała w tej sprawie interpelację do ministra spraw wewnętrznych Marka Cichockiego.

- INDECT nie tylko będzie filmował przestrzeń miejską na ulicy, w instytucjach publicznych, akademikach, ale będzie też automatycznie decydował - na podstawie opracowanego algorytmu - co jest zagrożeniem. W razie stwierdzenia zagrożenia system będzie samoczynnie włączał "czerwone światełko" i od tego momentu rozpocznie archiwizację danych - wyjaśnia Piotr Piętak, informatyk, były wiceminister spraw wewnętrznych. Istota sprawy polega, jego zdaniem, na tym, jak zostanie zbudowany ów algorytm, który będzie definiował zagrożenie.
    - Jak zdefiniować agresję w formie algorytmu? Przecież w różnych kulturach istnieją różne sposoby jej wyrażania. Co więcej, formy wyrażania agresji zmieniają się w czasie. Czy pani powiedziałaby pięć lat temu, że kobiety będą klęły czy piły gorzej niż mężczyźni, albo że klaps dany dziecku za wyskoczenie na jezdnię będzie czynem karalnym? - pyta Piętak. - Jak na podstawie analizy pikselowej zdjęć zdefiniować zagrożenie? Pani podnosi rękę do góry, system ocenia, że to stanowi niebezpieczeństwo, włącza czerwone światełko, zaczyna panią filmować i od razu archiwizuje dane. Czy pani sobie wyobraża, jaka ilość danych będzie archiwizowana, a potem przeglądana? Przecież to absurd! Jest oczywiste, że system będzie popełniał potworną ilość pomyłek. A przecież archiwizacja tak gigantycznej ilości zdjęć, które okażą się nikomu do niczego niepotrzebne, jest niezmiernie kosztowna - zwraca uwagę nasz rozmówca.

W internecie wrze

INDECT wzbudza ogromne poruszenie wśród internautów. Powstają strony internetowe, także o zasięgu międzynarodowym, na których społeczność internetowa wzywa rząd i Brukselę do zatrzymania projektu. "Obywatele obawiają się totalnej inwigilacji, która będzie naruszać ich prawo do prywatności, wolność osobistą, wolność głoszenia poglądów, w tym politycznych, oraz wolność sumienia" - pisze w interpelacji Bubula. Każde nietypowe zachowanie obywatela, nawet zbyt długie siedzenie w jednym miejscu, bieg czy nietypowa poza może automatycznie uruchomić śledzenie danej osoby i archiwizację danych na jej temat - ostrzega poseł. - Zapewnienie ze strony komisji etyki, że INDECT zwiększy, a nie zmniejszy bezpieczeństwo naszych danych osobowych, wydaje się argumentem nietrafionym - dodaje Bubula. I podkreśla, że zabezpieczenia prywatności dotyczą samego projektu na etapie badawczym, a nie rzeczywistych skutków wprowadzenia systemu INDECT w życie.
    Autorzy projektu na etapie badań za każdym razem uzyskują zgodę od osób, które mają być poddane inwigilacji, co oczywiście nie wchodzi w grę, gdy wszystkie te urządzenia zostaną rozmieszczone w miejscach publicznie dostępnych.

Chodzi o pieniądze

- Tym, co nam zagraża w najbliższym czasie w związku z Euro 2012, jest prawdziwy najazd kibiców, z których część będzie się zachowywała na meczach skandalicznie - przypomina Piętak. - A co jest z Krajowym Systemem Informacji Policji, który identyfikuje ludzi uznanych jako niebezpiecznych np. objętych kategorią "kiboli"? Otóż ten system, przygotowywany od 2008 r., w ogóle nie ruszył. A przecież rząd PiS zostawił następcom wszystko na talerzu, wystarczyło tylko zrobić interfejsy i podłączyć informację policyjną o przestępcach z układem Schengen. Proszę zwrócić uwagę, że systemy, które powinny być przygotowywane, które mają nas bronić przed najazdem chuliganów w związku z Euro, nie są gotowe, ale pracuje się nad systemami, które się do niczego nie przydadzą, tyle tylko, że pozwolą jakiejś firmie zarobić masę pieniędzy - mówi Piętak. - Rejestrów publicznych, gdy odchodziłem z MSWiA, było 6,5 tys., a teraz jest około 7 tysięcy. Specjalistom od telekomunikacji wydaje się, że jak są rejestry, czyli bazy danych, to wystarczy "przeciągnąć elektryczne sznurki", żeby je połączyć. I po tych elektrycznych sznurkach pójdą dane. Otóż nic bardziej mylnego. Dlaczego nie można było przez lata połączyć systemu PESEL z NIP?
    Po wprowadzeniu w latach 90. dwóch numerów referencyjnych wszystkie systemy informatyczne, rejestry, bazy danych kompletnie nam się rozjechały i dzisiaj spięcie ich jest niezwykle trudne. Bo jak indeksować te bazy danych, jak spiąć np. system PESEL z bazą z monitoringu kamer? Co będzie indeksem w tych filmach - znak faszystowski czy znak anarchistyczny, a może każde podniesienie ręki? - zastanawia się ekspert.
    - Wie pani, jak Amerykanie dotarli do bin Ladena. Otóż bin Laden przechytrzył CIA. Zadał sobie mianowicie pytanie, jakie strony internetowe na świecie są najczęściej odwiedzane. Odpowiedź brzmiała oczywiście - erotyczne! A zatem spiskowcy porozumiewali się wyłącznie za pomocą stron erotycznych. Proszę sobie wyobrazić stronę, na którą wchodzi dziennie 200 tys. osób, a miesięcznie 50 mln i wśród tych 50 mln wejść jest jedno, które przy okazji przekazuje informację swoim kolegom. Jak ją odszukać? On w ten sposób kołował CIA przez 10 lat. Na trop udało się trafić dopiero wtedy, gdy francuscy naukowcy przedstawili CIA analizę, zalecając, aby sprawdziła tego rodzaju strony. Ale sprawdzanie tych stron, z miliardami wejść, zajęło, jak pani widzi, dosyć długo.
    Tak samo jest z systemem INDECT, który wygeneruje miliardy zdjęć, każdy kadr dzielony na miliony pikseli i trzeba będzie analizować je piksel po pikselu - przedstawia sytuację Piętak. Jego zdaniem, projekt INDECT nie ma szans na skuteczną realizację, a za całą sprawą kryje się wyłącznie możliwość zarobienia dużych pieniędzy.


Małgorzata Goss

Za: „Nasz Dziennik”  Wielkanoc, 7-9 kwietnia 2012, Nr 83 (4318)

| Powrót do czytelni |   Do góry strony