Wystąpienie pani Ewy Błasik podczas wysłuchania publicznego na forum Parlamentu Europejskiego, Bruksela, 28 marca br.

Nie będzie sojuszu z kłamstwem


Mój mąż, generał pilot Andrzej Błasik - Dowódca Sił Powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej, zginął 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie pod Smoleńskiem. Był członkiem polskiej delegacji, która razem ze śp. Panem Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Lechem Kaczyńskim leciała do Katynia, aby oddać hołd polskim oficerom, którzy w 1940 r. zostali ludobójczo zamordowani strzałem w tył głowy przez tajną policję NKWD.

Mój mąż przez całe swoje życie wiernie służył Ojczyźnie. Ze wszystkich sił dążył do całkowitego zerwania z komunistycznymi reliktami, które funkcjonowały w Wojsku Polskim. Zdawał sobie sprawę z opóźnień i z faktu, że Polska musi zmagać się z 50-letnią spuścizną, narzuconych siłą systemów - hitlerowskiego i komunistycznego.

Pan Generał Roger Brady, Dowódca Sił Powietrznych USA w Europie, mówił o moim mężu: "Generał Andrzej Błasik był młodym człowiekiem o niespotykanej wizji, spójności charakteru i odwadze. Nie było zaskoczeniem, gdy został wybrany przez wojskowe i cywilne władze Polski, by poprowadzić Wasz kraj w przestworza XXI wieku. Ceniłem bardzo determinację generała Błasika, który był wiernym przyjacielem i prawdziwym sojusznikiem - w naszych wysiłkach dla postępu sił powietrznych NATO".

To prawda, mój mąż wniósł ogromny wkład w integrowanie i wprowadzanie Sił Powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej do grona najnowocześniejszych w Europie, zdolnych do współdziałania z Siłami NATO. Przez wszystkie lata swojej służby w lotnictwie podejmował niezwykle trudne wyzwania po to, by Siły Powietrzne Polski były gotowe do szybkich i skutecznych operacji wynikających z naszych zobowiązań sojuszniczych. W kraju i na arenie międzynarodowej cieszył się ogromnym autorytetem, opinią wybitnego dowódcy, pełnego najszlachetniejszych żołnierskich cnót i wartości. Był symbolem zmian, jakie dokonały się w polskim lotnictwie, i gwarancją zerwania z postkomunistyczną mentalnością.

Po wstąpieniu naszego kraju do NATO dzielnie bronił honoru Polski, pokazując natowskim dowódcom swój kunszt i profesjonalizm poprzez współorganizowanie największych - wzorcowo przeprowadzonych - ćwiczeń Sił Powietrznych Sojuszu Północnoatlantyckiego na terenie Polski. W 2009 r. za niezwykłe osiągnięcia i wdrożenie wielozadaniowych samolotów F-16 i C-130 został w imieniu Prezydenta Stanów Zjednoczonych uhonorowany Legią Zasługi. Pan Prezydent USA Barack Obama podczas swojej ubiegłorocznej wizyty w Polsce zapewnił mojego syna, że zasługi jego ojca dla Sojuszu nie zostaną zapomniane.

Czy mieli szansę

Zbliżamy się do drugiej rocznicy katastrofy pod Smoleńskiem. W dalszym ciągu nie wiemy, co wydarzyło się w ostatnich minutach tego tragicznego lotu. My - rodziny ofiar tej katastrofy, nadal nie wiemy, jak zginęli nasi najbliżsi. Czy mieli szansę na uratowanie się? Czy dochowano staranności w trakcie organizacji tej wizyty, lotu i przyjęcia gości na rosyjskiej ziemi? Co było bezpośrednią przyczyną katastrofy?

Natychmiast po katastrofie rozpoczęła się natomiast bezpardonowa kampania oszczerstw, pomówień, kłamstw na temat polskiego lotnictwa i roli w tym tragicznym locie mojego męża. Rosjanie z premedytacją niszczyli honor polskich żołnierzy i całych Sił Powietrznych. Machina propagandowa Rosji, wspierana przez media, sięgnęła po najgorsze wzorce stalinowskie. W tej kampanii oszczerstw posunięto się do kłamstwa, że mój mąż wywierał presję na pilotów, był pod wpływem alkoholu, osobiście sterował samolotem i to on spowodował tę katastrofę. Międzypaństwowy Komitet Lotniczy, aby do końca pohańbić i skompromitować NATO-wskiego generała, posunął się do karygodnego upublicznienia na swoich stronach internetowych dokumentu z wynikami szczegółowej sekcji medycznej zwłok mojego śp. męża. Według prawa polskiego i Unii Europejskiej - MAK tą publikacją naruszył tajemnicę lekarską i ochronę dóbr osobistych, nie mówiąc już o naruszeniu aspektów etyczno-moralnych.

W ogniu oszczerstw

Polski rząd pokornie milczał, nie reagował na te wszystkie bezpodstawne oskarżenia i pomówienia hańbiące honor oficera Wojska Polskiego i NATO. W imię doraźnych interesów rządzących przyzwolono na tę okrutną, medialną kampanię kłamstw.

Mało tego, "twórczo" ją jeszcze rozwijano i podsycano, informując opinię publiczną poprzez wiodące polskie media, że Dowódca Sił Powietrznych "wszczął awanturę" przed wylotem z kapitanem tego samolotu, później mojemu mężowi przypisano "rolę" członka załogi samolotu. Systematycznie w świadomości społecznej budowano obraz człowieka niespełna rozumu, nieodpowiedzialnego, pozbawionego moralnych zasad.

Z tymi okrutnymi, bezpodstawnymi oszczerstwami zostałam sama. Sama musiałam zmierzyć się z ogromną machiną moskiewskiej i polskiej propagandy. Sama musiałam walczyć o dobre imię mojego męża. Ostatkiem sił sama stanęłam w obronie honoru i godności polskich lotników. Wspierała mnie rodzina, wąska grupa przyjaciół, mój adwokat, najbliżsi innych ofiar smoleńskiej katastrofy, osoby duchowne. To bardzo bolesne, że w mojej Ojczyźnie w tych dramatycznych okolicznościach nie mogłam liczyć na pomoc polskich władz.

Dokładna, wielomiesięczna analiza nagrań rozmów prowadzonych w kabinie pilotów, dokonana przez krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych, udowodniła, że w kokpicie nie zidentyfikowano głosu mojego męża. Okazało się, iż istnieją zasadnicze rozbieżności między stenogramami - polskim i rosyjskim - rozmów w kokpicie samolotu Tu-154M. Słowa przypisywane mojemu mężowi - wypowiadał drugi pilot. Nie ma żadnego dowodu na obecność mojego męża w kokpicie podczas tego lotu. Jego ciało znajdowało się w innym sektorze niż ciała pilotów.

Wszystkie te fakty podważają wiarygodność raportu MAK. To wszystko potwierdza tezę o jego propagandowym charakterze i haniebnej próbie szkalowania pamięci mojego męża. Nigdy nie wątpiłam w to, że obecny na pokładzie samolotu Dowódca Sił Powietrznych nie wywierał pośrednich czy bezpośrednich nacisków na pilotów. Jak zawsze, konsekwentnie przestrzegał wprowadzonej przez siebie instrukcji HEAD, dotyczącej przelotów najważniejszych osób w państwie. Przez wiele miesięcy, bez żadnych podstaw oskarżano mojego męża - wbrew logice i dowodom, wkładano go na siłę do kokpitu i przypisywano mu konkretne, pasujące do kłamliwej tezy zachowania. Do tej pory nie odwołano tych wszystkich bezpodstawnych pomówień. W opinii publicznej całego świata funkcjonuje wygłoszona na konferencji prasowej przez Rosjan teoria perfidnego kłamstwa: "pijanego Generała zmuszającego pilotów do lądowania".

Na "nieludzkiej ziemi"

Twierdzenie Rosjan o obecności alkoholu we krwi mojego śp. męża jest dla mnie i moich dzieci kłamstwem najboleśniejszym. W tej sprawie mogę odwoływać się jedynie do wrażliwości, wiedzy i wyobraźni Państwa. Bo czyż można uwierzyć Rosjanom, znając historię Polski, znając stosunek Polaków do rodaków bestialsko zamordowanych na "nieludzkiej ziemi", że polski Dowódca Sił Powietrznych, który po raz pierwszy udawał się do Katynia, był pod wpływem alkoholu?

Czy można wmówić Polskiemu Narodowi, że generałowie Wojska Polskiego, którzy z dumą udawali się do Katynia, aby złożyć hołd polskim oficerom pomordowanym w Katyniu - swoim poprzednikom w sztafecie pokoleń obrońców Ojczyzny - nie potrafili zachować się godnie? Nic nie przywróci życia najbliższemu mi człowiekowi. Nie mogę się jednak biernie przyglądać, jak zbrukano jego dobre imię. Odebrano to, co było dla niego najwyższą wartością: honor oficera Wojska Polskiego i NATO.

Na koniec przypomnę słowa klasyka polskiej poezji - Jana Kochanowskiego, wyryte na tablicy ku czci mojego męża w największej, amerykańskiej bazie NATO w Europie w Ramstein: "A jeśli komu droga otwarta do nieba, Tym co służą Ojczyźnie".

Proszę Was, o dobrą pamięć - wbrew tym wszystkim kłamstwom - o moim mężu, którego za życia szanowali i podziwiali wszyscy w lotniczym świecie. Generał pilot Andrzej Błasik był człowiekiem wielkiego serca, szlachetnym, kompetentnym, niezwykle odpowiedzialnym i rozsądnym. Bez reszty oddanym swojej Ojczyźnie - Polsce, Siłom Powietrznym i Sojuszowi Północnoatlantyckiemu.

Serdecznie dziękuję wszystkim Państwu za uwagę.

Ewa Błasik

Za: „Nasz Dziennik”  Wielkanoc, 7-9 kwietnia 2012, Nr 83 (4318)

| Powrót do czytelni |   Do góry strony