Czytelnia parafialna – czyli...

Oblicza antypolonizmu

Antypolskie „Złote żniwa”

Paszkwilancka książka Ireny Grudzińskiej–Gross i Jana Tomasza Grossa „Złote żniwa”, będąca jeszcze w maszynopisie, już na parę miesięcy przed drukiem jest reklamowana na ogromną skalę we wpływowych polskich mediach (od TVN, publicznej telewizji, choċby w programie Tomasza Lisa, po „Wprost”, „Gazetę Wyborczą”, „Tygodnik Powszechny”). Już zapowiada się również przekłady nowej książki Grossów na różne języki świata, Fala panegirycznej ekscytacji na temat napisanej bez polotu i często nudnawej książki Grossów w polskich mediach musi szokowaċ.
    Dziennikarze z ignorancji, tępoty bądź z zakodowanych antypolskich uprzedzeń, wysławiają paszkwil pełen haniebnych pomówień o Polsce i Polakach, niezawierający dosłownie jednego przychylniejszego zdania o naszym zachowaniu w czasie wojny. W książce Grossów Polacy oblani są ogromną czarną mazią oszczerstw i pomówień. Gross przebija wszystkie poprzednie swoje książki w dokopywaniu Polakom, teraz idzie dosłownie „na całośċ”...

Polacy jako „naród morderców”

W „Złotych żniwach” Polaków oskarża się bez żadnych dowodów, poza wyssanymi z palca domniemaniami Grossa, o wymordowanie w czasie wojny od 100 do 200 tys. Żydów.
    W programie Lisa z Grosem z 3 stycznia 2011 r. (TVP 2) okazało się, że Gross sam zapomniał, jak daleko posunął się we własnych kłamstwach i doszło do prawdziwej kompromitacji. Kiedy Lis przypomniał, że w „Złotych niwach” Grossowie napisali o kilkuset tysiącach Żydów jakoby zamordowanych przez Polaków, Gross poprawił go, że napisał tylko o kilkudziesięciu tysiącach. W toku dyskusji udowodniono, że jednak w książce tej (s. 39–40) napisano o tym, iż Polacy jakoby zamordowali „między sto a dwieśie tysięcy Żydów”. Zapytany, na czym opiera to twierdzenie, Gross jako na główny dowód powołał się na słynnego kronikarza getta warszawskiego Emanuela Ringelbluma, obciążającego polską policję granatową winą za rzekome zabicie „dziesiątek tysięcy Żydów”. Tyle że tego typu domniemanie Ringelbluma było oparte na przypuszczeniach, a nie na konkretnych faktach!
    Historyk z IPN–u Piotr Gontarczyk pisał w „Rzeczpospolitej” z 8–9 stycznia 2011 r., że ukrywający się w Warszawie Ringelblum „nie miał możności prowadzenia badań naukowych (...). Jego książka na temat stosunków polsko–żydowskich (...) jest niewiele warta. W ogromnej mierze składa się bowiem z niezweryfikowanych i nieprawdziwych informacji”. Krytycznie ocenił walory naukowe książki Ringelbluma historyk z Żydowskiego Instytutu Historycznego prof. Andrzej Żbikowski. W wywiadzie dla „Polityki” z 22 stycznia 2011 r. powiedział, że książka Ringelbluma „z przyczyn oczywistych nie mogła byċ przygotowana na solidnej podstawie naukowej i należy krytycznie podchodziċ do wielu jej twierdzeń”.
    Dla Grossa jednak stwierdzenie Ringelbluma wystarcza jako centralny dowód antypolskich pomówień. Inna sprawa, że Ringelblum w odróżnieniu od Grossa wielokrotnie podawał przykłady przychylnych zachowań Polaków wobec Żydów, różnych odruchów serca (por. E. Ringelblum, „Kronika getta warszawskiego”, Warszawa 1988, S. 227, 252, 304, 312,479).

W każdym narodzie są ludzie dobrzy i źli, szlachetni i szubrawcy. Grossowie „nowatorsko” odchodzą od takiego obiektywnego spojrzenia, przedstawiając całkowicie ponury, czarny obraz polskiego narodu, w którym są same łotry i swołocze...
    Nikt nie zaprzecza, że opisane przez Grossów przypadki Polaków grabiących w okolicach Treblinki odpowiadały faktom. Tyle że Grossowie wciąż uogólniają marginalne fakty dla formułowania oskarżeń przeciwko całemu narodowi polskiemu. Zupełnie tak jakby ktoś oskarżał cały naród żydowski za niebywałe bestialstwo policji żydowskiej, o której właśnie Ringelblum pisał: „Okrucieństwo policji żydowskiej było bardzo często większe niż Niemców, Ukraińców i Łotyszów” (op. cit., s. 427).
    W paszkwilu Grossów konsekwentnie oskarża się cały naród polski, pisząc: „I zaczynamy rozumieċ, że normą zachowania w polskim społeczeństwie (...) było tropienie i wynajdywanie ukrywających się Żydów (...), nie zaś niesienie prześladowanym Żydom pomocy" (s. 104 maszynopisu). W innym miejscu czytamy: „Z przytoczonych relacji wynika, że mordowanie Żydów w czasie okupacji było sprawą publiczną, przedmiotem zainteresowania ogółu” (s. 45). Na 108 stronach paszkwilu Grossów nie ma dosłownie jednego zdania, ba, jednego słowa o martyrologii czy heroizmie jakichkolwiek Polaków. Ciągle czytamy o krwiożerczości i chciwości Polaków oraz o grabieniu przez nich mienia żydowskiego, a nawet poniemieckiego (s. 77–78), nie ma natomiast ani jednego słowa o grabieniu polskiego mienia przez Niemców czy Sowietów.

Szkalowanie Kościoła katolickiego

Para autorów wielokrotnie atakuje Kościół katolicki w Polsce, pisze, że „Kościół katolicki jest Wielkim Nieobecnym Zagłady polskich Żydów” (s. 98). Grossowie cytują przy tym skrajne uogólnienie innego autora: „Przykre, że najpoważniejsza rola w zmowie milczenia i współuczestnictwa, poprzez przyzwolenie, w tych zbrodniach sensu largo, oczywiście – przypada polskiemu Kościołowi” (s. 98). W niewielkiej objętościowo książce chłoszcze się Kościół katolicki w całości na 6 stronach (97–102), a w części na stronach 8, 11, 49, 52, 53, 96, 103, 104, 107.
    Nie ma za to ani słowa o roli odegranej przez Kościół w ratowaniu Żydów, o schronieniu udzielanym im w rozlicznych klasztorach, o licznych księżach zamordowanych za ratowanie Żydów (przedstawię to szerzej w osobnym szkicu).Tylko w dwóch miejscach, na pół zdania, Grossowie łaskawie zdobywają się na przyznanie, że „były wyjątki” w biernej postawie polskich księży wobec eksterminacji Żydów. Pisząc o rzekomym „braku reakcji księży katolickich na zbrodnię ludobójstwa, która rozgrywała się dokładnie w miejscu, gdzie pełnili służbę duszpaszterską”, Grossowie przyznają: „Oczywiście, były wyjątki od tej reguły” (s. 99). W innym miejscu Grossowie, pisząc o „zgodnym milczeniu duchowieństwa katolickiego nad męczeństwem narodu żydowskiego” (s. 101), wielkodusznie przyznają: „Naturalnie byli poszczególni księża, którzy zachowywali się inaczej”.

Antypolski rasizm Grossów

Najnikczemniejszą częśċ paszkwilu Grossów stanowią rasistowskie ataki na polskie chłopstwo. Jakże podłe było np. użyte na końcowej stronie (108) haniebne uogólnienie na temat rzekomych zachowań ogółu polskich chłopów: „I jeśliby zadaċ pytanie, co bankier szwajcarski i polski chłop mają ze sobą wspólnego – oprócz tego, że obydwaj są ludźmi i mają nieśmiertelną duszę – odpowiedź, z lekka tylko ustylizowana, będzie brzmiała: złoty ząb, wyrwany z czaszki zabitego Żyda”.
    Według „Tygodnika Powszechnego” (nr l z 2011 r.), za rasistowskie uznał to stwierdzenie Grossa sam dyrektor Muzeum KL Auschwitz–Birkenau Piotr Cywiński. Od podobnie podłych uogólnień na temat zachowań polskiej wsi i chłopów dosłownie roi się w całym paszkwilu Grossów. Nie ma natomiast najkrótszego choċby zdania o strasznej cenie, jaką zapłaciło wiele rodzin chłopskich (choċby wymordowana przez Niemców rodzina Ulmów).

Sprawy te podejmę w osobnym szkicu. Ciekaw jestem jednak, czy przywódcy PSL–u zabiorą w ogóle głos na temat tak niesprawiedliwie i haniebnie oczerniającego polską wieś paszkwilu Grossów, który ma byċ przełożony na wiele języków obcych...

Do rangi ponurej groteski urasta nikczemne porównywanie przez Grossów rzekomego zbrodniczego zachowania się „ogółu” polskiego chłopstwa do ludobójczych działań w Rwandzie.
    Pracujący w IPN redaktor naczelny historycznego kwartalnika „Glaukopis” dr Wojciech Muszyński tak ocenił w „Naszym Dzienniku” (nr z 8–9 stycznia 2011 r.) fałsze Grossowych porównań:
    „Porównanie polskiej prowincji do Rwandy, czyli do ludobójstwa bardzo dobrze znanego przez współczesnego polskiego czytelnika, jest ciekawym zabiegiem stylistycznym. Na kilku poziomach. Umożliwia mianowicie zatarcie w świadomości odbiorcy najważniejszej kwestii: że wydarzenia, o których pisze, miały miejsce w czasie okupacji niemieckiej. W Rwandzie nie było żadnej okupacji, to był wolny kraj – tam po prostu pewnego dnia sąsiedzi zabili sąsiadów maczetami (...). Kolejna sprawa to skala – w Rwandzie zamordowano milion ludzi, na polskiej wsi – jak teraz mówi sam Gross – kilkadziesiąt tysięcy. Ale w podświadomości czytelnika rwandyjski milion trupów leżących pokotem na ulicach będzie odtąd kojarzył się z polską wsią, wystarczy tylko, żeby w telewizji pokazano migawki z tamtego afrykańskiego holocaustu (...). Tak oto polscy chłopi – przypomnijmy, że w latach 40. stanowili ok. 70 proc. ogółu Polaków – stają się takimi samymi prymitywami jak bandyci z bojówek Hutu. A zatem informacja zawarta w podprogowym przekazie Grossa też jest banalnie prosta: Polska i jej mieszkańcy to dzicz, jacyś zupełni podludzie (podkr. – J.R.N.). Biorąc pod uwagę, że książka jest w zasadzie przeznaczona dla czytelnika angielskojęzycznego, nieznającego Polski, to skutecznośċ tego rodzaju propagandy oceniam jako wysoką”.
    Mamy już również innych popularyzatorów podobnych potępień Polaków jako narodu. Jako „polski przedstawiciel amerykańskiego Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie” pracuje niejaka Alina Skubińska (nieznany tytuł naukowy), która odpowiadając na uwagę red. R Zychowicza, że książka Grossa „przedstawia Polaków jako dzikie plemię antysemitów, które jest współodpowiedzialne za Holocaust”, stwierdziła: „Obawiam się, że muszę się z Grossem zgodziċ” (cyt. za „Rzeczpospolitą” z 12 stycznia 2007 r.). Jak oceniċ fakt, że osoba o poglądach tak potwornie znieważających naród polski jest „polskim przedstawicielem amerykańskiego Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie”?...

Czy „Znak” wyciągnie wnioski?

Mam nadzieję, że wydawnictwo „Znak” po tych uwagach zorientuje się, w jak ryzykowną i szkodliwą awanturę się wdało, promując antypolski i antykatolicki paszkwil Grossów. Ma jeszcze szansę wycofania się z tego niegodziwego zamierzenia lub zażądania od Grossów gruntownych zmian, tak aby ich książkę zbliżyċ do prawdy o czasach wojny, choċ będzie to ogromnie trudne. W przeciwnym razie Wydawnictwo musi się liczyċ z fatalnymi konsekwencjami swego przedsięwzięcia.
    Kierownictwo stowarzyszenia Ruch Przełomu Narodowego rozważa wytoczenie prezesowi „Znaku” procesu za „poniżanie narodu polskiego”, jeśli uprze się przy wydaniu w niezmienionej formie potwornych pomówień i deformacji, zawartych w dotychczasowym maszynopisowym kształcie „Złotych żniw”.

Jerzy Robert Nowak

Za TK „Niedziela”  nr 5 na 30 stycznia 2011r.

Jerzy Robert Nowak — historyk, profesor wyższej uczelni, publicysta, autor 75 książek i ok. 1700 publikacji prasowych.


Listy artykułów:
XVI    XV    XIV    XIII    XII    XI    X    IX    VIII    VII    VI    V    I V    III    I I    I