FOTO — medialna biblioteka parafii św. Stanisława BM.

Powrót do parafialnej strony głównej.      Powrót do biblioteki mediów






Z cyklu: Bajki mongolskie

Jak ostrożnie należy składać obietnice

Jeśli dawałeś, nie wypominaj! Jeżeli masz wypominać, nie dawaj.

Dawno temu żył w Mongolii pewien bardzo pewny siebie chan. Był on przekonany, że jest najsprytniejszym z ludzi i nikt nie potrafi go przechytrzyć. Aby to udowodnić swoim poddanym, ogłosił:

— Kto potrafi wymyślić takie kłamstwo, od którego aż wstanie siedzący człowiek i obudzi ono śpiącego, temu oddam mój tron.

Kłamców wtedy w Mongolii było, jak wszędzie, bardzo wielu. Dlatego od razu zgłosił się pewien krawiec słynący ze swego krętactwa.

— Panie — zaczął — kilka dni temu w moim miasteczku spadł tak wielki deszcz, że przerwał aż niebo na zachodzie. Strugi wody wylewały się na pola i niebawem nastąpiłaby straszna powódź. Wtedy używając wielkiej igły i bardzo grubej nici, szybko zaszyłem dziurę w niebie i przestało padać.

— Krawcze, wykonałeś jednak marnie swoją robotę, bo jak widzisz, od wczoraj znów pada.

Mistrz igły uciekł z pałacu jak niepyszny.

Wkrótce jednak potem znalazł się następny śmiałek, aby opowiedzieć kolejną nieprawdopodobną historię. Był nim biedny pasterz — znany gawędziarz.

— Panie, ojciec mój miał fajkę. Jak zaczął z niej puszczać dym w niebo, to aż gwiazdy pospadały.

— Biedny człowieku, czyżby? nie wiedział — odpowiedział na to chan — że mój ojciec też miał fajkę i dym z tej fajki ponownie poprzyklejał wszystkie gwiazdy na powrót do nieba? Tym sposobem są one tam wszystkie nadal.

Wydawało się już, że nikt nie zgłosi się na dwór, aby opowiedzieć jakąś nieprawdopodobną historię.

Nadszedł jednak skromny badarcin — wędrujący mnich z miską i powiedział, że ma sprawę do chana.

— Czegóż chcesz, człowieku? — zapytał władca.

— Czy nie poznajesz mnie, panie? — pytał mnich. — Wszak przed trzema miesiącami pożyczyłeś ode mnie taką miskę złotych monet. Teraz proszę, oddaj mi dług.

Chan ze złości aż podskoczył. Wstał i zaczął krzyczeć do sług tak głośno, aż obudził wezyra, który zazwyczaj o tej porze drzemał obok tronu.

— Łapcie tego kłamcę! Ja miałbym pożyczać od ciebie złoto, nędzarzu?!

— Jeśli ja kłamię, panie, aż musiałeś powstać i obudził się drzemiący wezyr, to teraz, zgodnie z obietnicą, oddaj mi swój tron — powiedział mnich.

— Chwileczkę — zawołał chan — przypomniałem sobie, że mówisz prawdę. Rzeczywiście pożyczałem od ciebie miskę złota — oznajmił chan, który nie chciał oddać tronu.

— Wobec tego, panie, oddaj mi miskę złota — powiedział mnich .

— Oddajcie mu to złoto — powiedział chan ze złością, niezadowolony, że ktoś znalazł fortel, aby go wykpić.

Jan Krzyżowski